Ruch Autentyczny i twórczość. Co może powstać, kiedy nie usiłujemy produkować?

Twórczość łatwo kojarzy się z robieniem: z pomysłem, decyzją, wyborem, komponowaniem i nadawaniem czemuś formy. W Ruchu Autentycznym interesuje mnie coś trochę innego, zaczynam nie od pytania „co chcę zrobić?”, ale od zatrzymania się, czekania i zauważania tego, co już się pojawia. Ruch może być duży albo prawie niewidoczny, może zacząć się od oddechu, zmiany napięcia, przesunięcia ciężaru ciała czy drobnego gestu. Nie musi być interesujący, piękny ani niczego przedstawiać.

W tej praktyce szczególnie interesuje mnie moment poprzedzający świadomą decyzję. Próbuję zauważyć różnicę między ruchem, który wymyślam, a takim, który pojawia się, zanim zdążę go zaplanować- różnica bywa bardzo subtelna. Czasem dopiero po chwili orientuję się, że zanim pomyślałam o wyciągnięciu ręki, ona już zaczęła sięgać. Innym razem widzę, jak szybko przejmuję kontrolę i zaczynam komponować coś, co chwilę wcześniej po prostu się wydarzało. Nie chodzi mi przy tym o przekonanie, że ruch spontaniczny jest bardziej prawdziwy, a świadomie wybrany mniej wartościowy. Bardziej interesuje mnie samo miejsce, w którym doświadczenie zaczyna przechodzić w decyzję i formę.

Być widzianą, nie będąc ocenianą

Bardzo wyraźnie odsłania się to wtedy, kiedy pojawia się druga osoba. Ruch Autentyczny odbywa się w obecności świadka który widząc ruch pozostaje uważny na własne doświadczenie – odczucia, emocje, obrazy i skojarzenia pojawiające się w nim podczas świadkowania. Nie jest neutralnym obserwatorem, lecz uczestnikiem relacji, w której każdy doświadcza czegoś ze swojej perspektywy. Świadek nie interpretuje ruchu osoby poruszającej się ani nie przypisuje mu znaczeń. Rozpoznaje własne reakcje i bierze za nie odpowiedzialność. W tej praktyce interesuje mnie właśnie szczególny rodzaj obecności, w której można być widzianą, nie będąc jednocześnie ocenianą czy interpretowaną.

Obecność spojrzenia jest dla mnie jednym z najważniejszych elementów tej praktyki, ponieważ potrafi zmienić sposób, w jaki doświadczam siebie. Samej może być łatwiej pozostać przy czuciu ruchu od środka, kiedy ktoś patrzy, może pojawić się inny rodzaj uwagi, widzenie siebie z zewnątrz, zastanawianie się jak wyglądam, co widzi druga osoba, jaki obraz powstaje. Nie musi to oznaczać utraty kontaktu ze sobą, ale interesuje mnie moment, w którym zaczynam kierować swoim ruchem ze względu na spojrzenie drugiej osoby. Kiedy potrzeba bycia widzianą staje się ważniejsza od tego, czego właśnie doświadczam? Kiedy świadomość spojrzenia może stać się częścią mojego doświadczenia, zamiast je zastępować?

Między spontanicznością a kompozycją

Te pytania coraz mocniej zajmują mnie również w praktyce artystycznej. Zastanawiam się, jak pozostać przy własnym doświadczeniu, a jednocześnie świadomie komponować, podejmować decyzje i tworzyć obrazy, doświadczenia. Nie chcę przeciwstawiać spontanicznego ruchu choreografii ani doświadczenia formie, interesuje mnie ich spotkanie. Czy mogę tworzyć obraz siebie, nie tracąc kontaktu z tym, co przeżywam? Czy mogę świadomie kształtować ruch, nie podporządkowując go wyłącznie oczekiwaniu na określony efekt?

Spojrzenie jako przestrzeń spotkania

Świadkowanie otwiera dla mnie możliwość innego myślenia o obecności widza. Spojrzenie nie musi oznaczać oceny, a bycie oglądaną nie musi oznaczać konieczności prezentowania siebie z jak najlepszej strony. Coraz bardziej interesuje mnie performans rozumiany jako dzielenie się doświadczeniem, które wydarza się w obecności innych. Nie wyklucza to kompozycji, kostiumu, obrazu ani świadomie budowanej dramaturgii. Pytanie dotyczy raczej tego, czy wszystkie te elementy mogą wyrastać z żywego doświadczenia i pozostawać z nim w kontakcie, zamiast je przesłaniać.

Ta zmiana perspektywy jest dla mnie bardzo znacząca. Jeśli nie muszę cały czas sprawdzać, jak wyglądam i jaki efekt wywołuję, uwaga może pozostać przy tym, co robię, czuję, słyszę i czego doświadczam. Twórczość zaczyna wtedy mniej przypominać produkowanie czegoś, a bardziej odkrywanie tego, co może się pojawić, kiedy nie narzucam z góry wyniku.

Twórczość jako odkrywanie

Ruch Autentyczny jest dla mnie w związku z tym praktyką twórczą, która choć nie daje gotowej formy i nie prowadzi wprost do dzieła, pozwala ćwiczyć rodzaj uwagi, w której nie dokonuje się zamiany doświadczenia w rezultat. Zostaję dłużej przy tym, co się pojawia, sprawdzam dokąd prowadzi ruch, pozwalam sobie nie wiedzieć i dopiero wtedy zdecydować, czy i jak chcę nadać temu formę. Interesuje mnie twórczość, która zaczyna się właśnie w tym miejscu.